Niklas Gatermann: Polska nie chce niemieckiej energii

Polska nie chce niemieckiej energii

Niklas Gatermann

Ostatnio w niemieckich mediach[1] głośno o problemach dotyczących energii odnawialnej w kontekście europejskich połączeń elektroenergetycznych. Polska stoi przed ogromnymi problemami związanymi z niemiecką energetyką wiatrową.

Foto: born1945 @ flickr ( http://www.flickr.com/photos/12567713@N00/ )

Niemcy od roku 2000 dążą do rozwoju odnawialnych źródeł energii pod hasłem ?przełomu w polityce energetycznej? (Energiewende). W tym celu odcięto od sieci do tej pory osiem elektrowni jądrowych na południu kraju (przede wszystkim w Badenii-Wirtembergii), cialis 40mg w związku z czym zaczyna tam brakować prądu. Zbudowano natomiast znaczną ilość wiatraków w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, order sąsia­dującym z Polską. Dodatkowo powstało kilka parków fotowoltaicznych na terenie Brandenburgii. Właśnie ta energia miała wyrównać braki na południu Niemiec ? w teorii.

W praktyce energia elektryczna z wiatraków na północy Niemiec przechodzi drogą najmniejszego oporu przez polską sieć elektryczną, drugs a stamtąd dalej do Czech. Brakuje bowiem połączeń sieciowych między północą a południem Niemiec, co spowodowane jest między innymi byłym podziałem Niemiec. Istniejące sieci mają zbyt małą przepustowość, jak na ilość energii odnawialnej.

Polskie sieci także nie są przygotowane na przejęcie takiej ilości energii, zwłaszcza w okresach szczytów. Przypływ dodatkowej energii z Niemiec znacząco zagraża bezpieczeństwu sieci w Polsce, a może nawet doprowadzić do awarii zasilania. Dlatego zmniejszono ilość wytwarzanej energii przez polskie elektrownie (głównie węglowe) lub nawet całkowicie odłączono je od sieci (tzw. ?redispatch?). Takie działania wpływają  jednak negatywnie na zapewnienie dostaw prądu. Redispatch prądu także kosztuje, a koszty te ostatecznie ponoszą konsumenci. Polski operator sieci (Polskie Sieci Elektroenergetyczne Operator S.A., PSE) rozważa więc instalację ?przełączników fazowych? (niem.: Phasenschieber) w ramach modernizacji przejść granicznych w Krajniku i Mikułowej, planując ich aktywację w roku 2014. Takie urządzenie, działające podobnie jak transformator, pozwalałoby Polsce na regulację przepływu energii z Niemiec, blokując jej przepływ przez polską sieć. Do Polski trafiłoby więc tylko tyle prądu, na ile operator by pozwolił. Według Arkadiusza Romana, komisarza ds. energii przy polskiej ambasadzie w Berlinie, plany takiej regulacji już dawno temu zostaly przedstawione niemieckiemu ministerstwu ds. ekonomii (Bundes­wirtschafts­mininsterium). Natomiast Stephan Kohler, przewod­niczący Niemieckiej Agencji Energetycznej DENA (Deutsche Energie-Agentur) ostrzega, iż także niemieckie sieci stałyby się mniej stabilne w przypadku, gdy nie możnaby już oddać nadprodukcji energii do sieci krajów sąsiednich. Kohler podkreśla jednocześnie, że obecnie zbyt intensywna rozbudowa energii odnawialnej powinna zostać spowolniona, ponieważ sieci za takim rozwojem nie podążają.

Rozwiązanie techniczne przewidywane przez PSE rodzi dwa podstawowe przedmioty sporu. Po pierwsze koszty instalacji takiego urządzenia sięgają kilkunastu do kilkadziesięciu milionów euro. Po drugie, regulacja prądu jest sprzeczna z polityką energetyczną Unii Europejskiej, której celem jest swobodny przepływ energii w krajach UE. To właśnie na przejściu granicznym w Krajniku, niemiecki operator sieci lokalizowanych przy granicy z Polską w Meklemburgii i Brandenburgii ?50 Hertz? w porozumieniu z  PSE rozbuduje istniejące przejście z obecnie 280 kV na 330 kV. Drugie przejście graniczne też zostanie zmodernizowane. W przyszłości jednak wszystko wskazuje na powstanie absurdalnej sytuacji, w której w ramach rozwoju europejskiego wspólnego rynku energetycznego rozbuduje się sieci transgraniczne, które przez instalacje po polskiej stronie zostałyby znów (częściowo) zamknięte.

Absurdem ekonomicznym jest to, że przechodząc przez Polskę, ?zielony? prąd wcale nie dociera do południowych rejonów Niemiec, gdzie prądu nadal brakuje. Dlatego Niemcy, wskutek wyłączenia własnych elektrowni jądrowych, są zmuszeni do kupna prądu z sasiadujących krajów, np. Francji lub Czech. Prąd z tych krajów jednak w głównej mierze pochodzi z  elektrowni jądrowych.

Jeżeli jednak PSE zamknie drogę energii z Niemiec, jedynym wyjściem będzie wyłączenie elektrowni wiatrowych. To z kolei byłoby porażką dla rozwoju ?zielonego? prądu. Wyłączenie elektrowni wytwarzających odnawialną energię zrodziłoby ponadto konsekwencje prawne i finansowe dla niemieckiego operatora. Ustawa o energii odnawialnej (Erneuerbare Energien Gesetz ? EEG) zmusza niemieckich operatorów sieci elektroenergetycznych do tego, by korzystali całkowicie z energii ze źródeł odnawialnych i dawali tym źródłom pierwszeństwo przy odbiorze (§ 8 ust. 1 EEG). Jeżeli elektrownie wiatrowe musiałyby zostać odłączone wskutek niedociągnieć w sieci elektroenergetycznej, doprowadziłoby to do znacznych kar finansowych na podstawie przepisów EEG jak i roszczeń odszkodowawczych operatorów wiatraków za zmniejszoną sprzedaż energii operatorowi sieci.

Rozmowy między 50 Hertz a PSE trwają. 50 Hertz byłby odpowiedzialny także za budowę tych połączeń sieciowych, które umożliwiałyby przepływ energii z północnych rejonów Niemiec, a co za tym idzie odciążyłyby polskie sieci. 50 Hertz rozumie logikę PSE, apeluje jednak o wyrozumiałość i dążenie do bezspornego rozwiązania konfliktu oraz porzucenia planów budowy urządzeń hamujacych przepływ energii. Niemiecki operator chce jak najszybciej rozbudować sieci wewnątrz Niemiec ? tymczasowo możliwy byłby udział w kosztach spowodowanych przez redispatch.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.